Kontrola

Jedną z częstych przyczyn niezadowolenia/rozczarowania sobą, ludźmi i światem zdaje się być złudne poczucie kontroli. Niektórzy popadają wręcz w obsesyjną potrzebę kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Droga ta prowadzi jednak donikąd.

Bądźmy szczerzy. Cóż jesteśmy w stanie kontrolować? Drodzy Państwo, niewiele! Zdecydowanie nie mamy wpływu na pogodę – może to nie do końca prawda, zwłaszcza jeśli przyjrzeć się przyczynom i efektom efektu cieplarnianego. Jednak tak z dnia na dzień, nawet nasze najgorliwsze modlitwy nie sprawią, że stanie się cieplej, albo spadnie śnieg. Z wpływem na innego człowieka też bywa różnie. Chyba najlepiej byłoby się zgodzić z tym, że jest to wpływ dalece ograniczony. Podobnie rzecz się ma z polityką, gospodarką, kolejką w sklepie, czy opóźnieniem samolotu.

Nie mamy na te rzeczy najmniejszego wpływu. Niezależnie od tego, czy doprowadzą nas one do krzyku, czy do łez, wciąż pozostaną poza naszą kontrolą.

Jedyną osobą nad którą sprawujemy, często również ograniczoną kontrolę, jesteśmy my sami i nasze reakcje! Właśnie tak. Możemy kontrolować sposób w jaki zareagujemy na dane wydarzenie. Wbrew pozorom oznacza to bardzo wiele. Nasze reakcje nie tylko wpływają na nasze samopoczucie, ale też na przebieg i rezultat danej interakcji. To my decydujemy, czy wpadniemy w szał i zaczniemy krzyczeć, czy też przyjmiemy coś ze stoickim spokojem. To my decydujemy czy dane wydarzenie zepsuje nam humor na cały dzień – tydzień, czy też zaakceptujemy je i przejdziemy nad nim do porządku dziennego.

Jedyną kontrolą jaką posiadamy jest kontrola nad nami samymi i nad naszymi reakcjami. Przyjęcie to do wiadomości i zaaplikowanie do praktyki dnia codziennego będzie miało zaskakująco pozytywny wpływ na Wasze życie. Możecie mi wierzyć. Sprawdziłam to na sobie 🙂

ZMIANA C.D.

 

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego większość z nas tak bardzo nie lubi, czasem wręcz boi się, zmian?

Ze zmianą nierozerwalny jest lęk przed nieznanym, choć nieznane niekoniecznie oznacza gorsze! I znów kluczowa okazuje się być percepcja. Dlaczego uparcie patrzymy na zmianę jako na nieznane? Czyż nie lepiej byłoby mówić o szansie – na lepsze, przyjemniejsze, bardziej stymulujące?

Każdy z nas posiada swoją własną strefę komfortu. Zmiana oznacza wyjście poza nią. Ale tylko poza tą strefą następuje progres! Tylko poza nią możemy się rozwijać i nauczyć czegoś nowego!

Jako że, ja zmieniam swoje życie średnio co pół roku – ale nie tak, że coś zmieniam, ja wywracam wszystko do góry nogami – temat zmiany jest mi bardzo bliski. Dlaczego to robię? Szczerze? Bo mam na to odwagę. I wiarę. Głębokie przekonanie, że nie warto tkwić gdzieś i w czymś co nie bardzo mi odpowiada, co gdzieś tam uwiera. Życie jest zwyczajnie zbyt piękne i krótkie 🙂 Dlatego też przeprowadziłam się właśnie po raz kolejny. To już dziewiętnasty. Nowy początek na nowy rok? Któż to wie. Może tym razem będzie inaczej!? 😉

DLA ODMIANY O SZAMPONIE

DLA ODMIANY O SZAMPONIE

Znacie to uczucie, kiedy po długim czasie poszukiwań natrafiacie dokładnie na to czego szukałyście? Tak się właśnie poczułam, kiedy zaczęłam używać szamponu do włosów LUMINOUS COLOUR marki maria nila. Zgadza się, zamierzam pisać o szamponie 😉 Na swoje usprawiedliwienie mam jednak to, że jest to najlepszy szampon do włosów farbowanych jakiego kiedykolwiek dane mi było mi używać.

Ale to wciąż jedynie szampon! Tak, ale… Każda z nas, która choć raz zostawiła małą fortunę w zakładzie fryzjerskim, zrozumie co mam na myśli. Jeśli farbujesz włosy w domu, dotyczy to rownież Ciebie. Nie chodzi tu bowiem tylko o pieniądze, ale też o stan włosa. Wychodzę z założenia, że jeśli już płacę ciężkie pieniądze za koloryzację, warto zainwestować w szampon, który sprawi, że ten efekt utrzyma się co najmniej przez  5 – 6 tygodni. W ogólnym rozrachunku, nie tylko oszczędzam – niektóre kobiety farbują włosy co 3 – 4 tygodnie – ale też wyrządzam przysługę swoim włosom.

Przechodząc do samego szamponu. Szwedzka marka maria nila nie testuje na zwierzętach. Produkt może być używany przez vegan, nie zawiera parabenów i SLSów. Wzbogacono go o wyciąg z owoców granatu. Ma delikatny zapach i zdecydowanie nie pieni się jak szalony, ale przede wszystkim powoduje, że moje włosy są czyste i lśniące, a kolor nie blaknie do następnej wizyty w zakładzie fryzjerskim! Niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Jak ja nienawidziłam tych czerwonych tonów, które zaczynały przebijać się po 3 tygodniach od koloryzacji! Brrr… Za buteleczkę o pojemności 350 ml płacę około £13. Na pocieszenie mogę dodać, że szampon jest BARDZO wydajny. Pozostawia też w tyle szampony do włosów farbowanych takich marek jak Kerastase, Loreal Professional, czy Redken.

Jeśli kiedykolwiek miałybyście okazję przetestować ten produkt, nie wahajcie się ani minuty. Będę bardzo zaskoczona jeśli się rozczarujecie.

MIŁOŚĆ = DAWAĆ

Czym jest? Reakcją chemiczną? Snem obłąkanego? Niczym innym jak przywiązaniem? Szczerze? Nie mam pojęcia. Spotkałam się w swoim życiu z niezliczoną liczbą definicji miłości, ale żadna z nich nie spodobała mi się na tyle, bym zdecydowała się ją adoptować. Poprzestanę na tym, że jest to uczucie. Silniejsze od wielu innych.

Co więc znaczy kochać? Podobna historia, jednak tym razem przygarnęłam coś dla siebie. Miłość znaczy Dawać. Ale co? kiedy? i jak? Świat zdaje się być pełen dwóch typów ludzi. Tych co są w stanie oddać i poświęcić w imię miłości wszystko i tych, którzy tą “ofiarę” chętnie przyjmują, najczęściej nie oferując zupełnie nic w zamian. Tego typu relacje, choć skazane na porażkę, przeważają.

Tymczasem, nie powinniśmy dawać więcej niż otrzymujemy. Zawsze, kiedy o tym myślę, wyobrażam sobie taki oto obrazek. Wieczór. Druga, albo trzecia randka. Chłopak przynosi dziewczynie kwiaty,… ona wyznaje mu miłość. Jego prezent był dostosowany do sytuacji, jej był zbyt duży. On naprawdę ją lubi, ale jest przerażony. Co tu robić? Co tu robić? Ona go kocha, a on nawet jej jeszcze dobrze nie poznał. Jest tak przytłoczony ciężarem tego “prezentu”, że decyduje się zakończyć tą znajomość, łamiąc jej tym samym serce. Tylko czy ona go naprawdę kocha? Ciężko to sobie wyobrazić, jeśli spotkali się tylko kilka razy. Jednak jesteśmy w stanie wmówić sobie wszystko. A potrzeba posiadania w życiu kogoś, czasem byle kogo, bywa przeogromna.

Ja należę do pierwszej kategorii, jednak uczę się. Przede wszystkim czekać i nie oczekiwać. Uczę się nie dawać zbyt wiele na raz, oraz wszystkiego od razu. Po trochu i powoli. I najważniejsze, nie więcej, niż daje druga strona.

 

 

ZMIANA

Dlaczego uwielbiamy status quo? Bo daje nam poczucie bezpieczeństwa. Większość z nas świadomie, lub podświadomie obawia się każdej, nawet najmniejszej zmiany.

Tymczasem tylko wyjście poza strefę komfortu powoduje, że wzrastamy jako ludzie, uczymy się czegoś nowego, rozwijamy.

Zawsze staram się pamiętać, że jedyną osobą, którą mogę zmienić jestem ja sama. Jedyne co mogę zmienić, to moje własne życie. Jeśli pragniesz, by zmieniło się coś wokół Ciebie, zacznij od siebie! Małymi krokami, dzień po dniu. Ciesz się każdym, nawet najmniejszym sukcesem i nie poddawaj się przy porażkach. Nigdy się nie poddawaj! Dopóki tu jesteś, piłka jest ciągle w grze. Zmiany nie przychodzą łatwo, ale są tego warte!

TANI SEX

Jako proaktywna singielka; zaraz co to właściwie oznacza? Mniej więcej tyle, że uważając, iż z odpowiednim partnerem mogę być szczęśliwsza, niż będąc sama, zdecydowałam się wstąpić na drogę randek internetowych. Oswojenie się z myślą o zamieszczeniu swoich zdjęć i utworzeniu profilu, niemalże jak opisu produktu, zajęło mi chwilę, ale postanowiłam spróbować. W całym swoim życiu nie byłam na tylu randkach, co w przeciągu ostatniego roku. Nie wiem ilu mężczyznom dałam numer swojej komórki. Wypiłam też morze kawy. Całe szczęście, że lubię kawę.

Czy odniosłam sukces? Nie jeśli mierzyć go w liczbie i jakości romantycznych związków w moim życiu. Na dzień dzisiejszy: Zero. To mój wynik. Czy się czegoś nauczyłam? Tak. Nauczyłam się, żeby nie oczekiwać i nie kreować filmów w mojej głowie. Nauczyłam się mówić “nie”, niezależnie od tego, jak bardzo czuję się samotna. Nauczyłam się odpuszczać, a także pytać, nawet wówczas, gdy wiem, że nie będę lubiła odpowiedzi.

Jakieś refleksje? Właściwie tylko jedna. Dlaczego większość z nas, jest w stanie poświęcić mnóstwo czasu i energii, a nawet wydać ogromne pieniądze na najlepszej jakości jedzenie, ubrania i gadgety. Kiedy w przypadku sexu i związków, jesteśmy w stanie zadowolić się, a nawet pragniemy, tego co tanie, szybkie i nie wymaga żadnego wysiłku? Ja na to pytanie wciąż nie znalazłam odpowiedzi. Może kiedyś. Może w tym samym czasie, gdy mój wynik dobije do: Jeden.

HAPPINESS IS A CHOICE

Może niektórzy wiedzą o tym od urodzenia. Ja nie wiedziałam. Pamiętam, gdy pierwszy raz przeczytałam te słowa “Happiness is a choice.” Potrzebowałam chwili, żeby je zrozumieć! Całe życie wydawało mi się, że szczęście to są tylko chwile, a także, że cały szereg warunków musi ulec urzeczywistnieniu, by takiej chwili móc doświadczyć.

“Będę szczęśliwa jak zdam ten egzamin.” “Już jutro będę taka szczęśliwa.” Gdybym mogła to kupić, byłabym taka szczęśliwa.” “Będę szczęśliwa jak schudnę choć trochę.” “Jak dostanę tą pracę to chyba umrę ze szczęścia.” Itd. Itp.

Całe życie nic tylko warunkowanie i odkładanie szczęścia na później! A co jeśli te później nigdy nie nadejdzie? Co wówczas?

Teraz już wiem, że szczęście jest niczym innym jak tylko wyborem, którego dokonuję każdego dnia. Niezależnie od pogody, humoru współpracowników, liczby kilogramów, zasobów na koncie, a nawet od tego, czy każdej nocy zasypiam i budzę się przy kimś, czy też zawsze śpię sama, wybieram szczęście. Wybieram uśmiech i dobre samopoczucie. Bo to jest wybór którego mogę dokonać. Bo bycie szczęśliwą tylko w trybie przypadkowym i czasie przyszłym, nigdy nie sprawi, że poczuję się lepiej “TU” i “TERAZ”. A ja zdecydowanie chcę czuć się dobrze.